Wyrosłam

Nie wiem ile mam lat, choć mądrzy tego świata twierdzą, że to dość proste obliczenia. Zatrzymałam się na 33 roku życia. Jak dotąd on przyniósł najwięcej smutków, doświadczeń i radości. Dziś kolejne urodziny i jedyne co wiem to fakt, że wyrosłam.

Na dużą pannę. W szerz głównie, ale wyrosłam. Płacę rachunki za prąd, wodę i Internet bez zbędnej zwłoki. Nie mam debetu na karcie. Ba, nawet coś tam oszczędzam. Nie mam kryzysów ostatniego dnia miesiąca. A, i podatki płacę! Sprzątam, gotuję, śmieci wynoszę. Na co dzień opiekuję się dwuletnią Monsterą i rocznym Pieniążkiem. Podlewam je, smaruję skórką z banana i raz na czas zmieniam im doniczki. Generalnie na polu ideologii singla odnoszę wiele sukcesów.

Na samosię. Daję radę. Potrafię zdjąć papier toaletowy z ostatniej półki w Carrefourze nawet jeśli muszę balansować na palcach lub skakać wzwyż. Umiem samodzielnie skręcić rower. Cóż, że tyłem do przodu i kierownica odpada. Przykręcam śruby, wbijam gwoździe, umiem też wchodzić na drabinę. Podnoszę walizkę nad głowę i umieszczam ją w luku bez złamania paznokcia. Raczej nie proszę o pomoc, a zaoferowaną uczę się lepiej przyjmować.

Na hultaja. I jakoś nie poszłam do piekła. Od dawna chadzam wybranymi przez siebie ścieżkami. Czasem Aleją Głównego Nurtu, czasem Przesmykiem Niezależności, a czasem zboczę na Plac Rebelii. Z uważnych obserwacji świata składam myśli i poglądy. Nie zawsze słuszne, ale wierzę, że mylenie się rozwija. Nie zawsze popularne, ale zawsze ich bronię. Czasem pyskuję i obrażam się o byle co. Czasem przytakuję. Robię co chcę.

Na mazgaja. Sama daję sobie powody do płaczu. Gdy odwiedzam nowe miejsce – łza kręci się w oku. Gdy osiągnę niemożliwe w mojej skali – wzruszam się. Gdy wyprowadzam się – ronię łzy tęsknoty. Gdy kłuje, szczypie i rwie – beczę. Gdy coś nie idzie po mojej myśli – lamentuję i złorzeczę. W to, że sprawy ojojane mają się lepiej – głęboko wierzę.

Na zuch-dziewczynę. Mam odwagę. Nie boję się pająków, odganiam ręką osy i bąki, potrafię udzielić pomocy. Gdy balansuję nad za i przeciw nikt nie musi trzymać mnie za rękę. Gdy jest ciemno włączam latarkę. Nosem wciągam zapach burzy. Gdy chcę coś osiągnąć zwyczajnie działam. Gdy trzeba odgonić zło tańczę i śpiewam, a gdy to nie pomaga wiem jak trafić do zaufanego psychologa. Nie boję się trudu i znoju. Znam drani od podszewki.

Na kogo chcę. Nikt nie dyktuje mi co mam robić. Jeśli próbuje, skazany jest na porażkę. Wychowałam się na tą co lubi przekorę. Dorastam, zmieniam się, kształtuję rzeczywistość wokół. Szukam pola do rozwoju. Jestem normalna i dziwna jednocześnie. Świetnie gadam, jeszcze lepiej milczę. Czasem narzekam. Chwilę później działam. Jestem odbiciem sukcesów i porażek ponad 30-letniego życia. Jestem tym wszystkim co wydarzy się za godzinę, za dwie, przez całe życie. Jestem potencjałem.


Wciąż wiele przede mną. Odmrożone uszy; ten pan co miał mnie zabrać jak będę niegrzeczna; wszystkie miny, które miały mi zostać; wilk od siedzenia na ziemi; sprawy, które miałam zobaczyć i zrozumieć jak już będę dorosła.


Do napisania tego tekstu zmusiły mnie własne urodziny, a sama formuła powstała z silnej potrzeby napędzanej przez opowiadania Anny Ciarkowskiej pt. Pestki. Bardzo polecam 😀

No to fru na Facebooka!

Będzie mi szalenie miło, jeśli  dołączysz do mojej społeczności na Facebooku.

 

Zdjęcie nagłówkowe: Emre Kuzu via pexels.com 

Wszystko co się dzieje w moim świecie dzieje się zazwyczaj w moim własnym środku. Tam przeżywam zachwyt, radość i smutek. Od dziecka zwijam wszystkie myśli i słowa w kulki, a potem upycham wewnątrz. To daleko posunięty introwertyzm wg fachowców od ludzkiej duszy. Ja zazwyczaj mówię krótko, że jestem popie… tzn. chciałam rzec, iż stworzyciel spaprał lekko robotę tworząc Magdalenę. Z tego spaprania wziął się pomysł na blog podróżniczy. Wszak po cóż kisić w sobie te wszystkie słowa jeśli można podzielić się wewnętrznym słowotokiem z bezpiecznych, domowych pieleszy?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *