Welcome to Hel

Hel - co zobaczyć

We’re going to Hel – to zdanie zwykle wprawia w ruch karuzelę śmiechu. Już w drodze do Helu, na facebooku zaczynają pojawiać się piekielnie zabawne wpisy i tylko konserwatywni mieszkańcy Pomorza płaczą po kątach. 

Highway to Hel


Jeszcze nie wsiądziesz na prom, a już zaczniesz zgrzytać zębami. Oczekiwanie do wejścia na pokład bywa doświadczeniem niemal traumatycznym. Współpasażerowie kłębią się i wszczynają mikro-jatki. Kto był przed kim w kolejce, kto komu nadepnął na odcisk, kto wywołał wilka z lasu, czyja kosa trafiła na kamień, a komu szydło wyszło z worka.

Chcesz pogrążyć się w tym chaosie?* Wskocz na prom do Helu na jednej z trzech przystani. Tramwaj wodny zabiera pasażerów z Targu Rybnego w Gdańsku, mola w Sopocie i gdyńskiej przystani przy Skwerze Kościuszki. Bilet w jedną stronę to koszt 40 zł, a jeśli chcesz wrócić impreza będzie Cię kosztować 80 złociszy. Latem prom wypływa codziennie, a rozkład jazdy możesz zobaczyć tutaj.

*Nie chcesz? Możesz udać się w długą podróż koleją lub złapać w Karwii kontrowersyjną linię 666, która w pewnych kręgach uważana jest za składnik antychrześcijańskiej propagandy. Gdyński PKS zresztą, został wezwany do zmiany numeru autobusu z piekła rodem 😉

Hel blog podróżniczy

What the Hel?!


Gdy nadejdzie Twoja kolej szybko pokonaj trap, złap mocno za reling i zamknij oczy. Daj się rozkołysać płaskim falom zatoki. Wyobraź sobie jak z mozołem wciągasz na pokład sieć pełną śledzi. W ostatnich latach połowy są obfite, a Twoje ręce pełne roboty. Niech to piekło pochłonie!

Ocierasz pot z czoła, a dłoń układasz w daszek. Przed Twoimi oczami majaczy ląd. Łacha piachu, styrane drewniane łajby i wieża kamiennego kościoła. Im bliżej do celu, tym donośniejsze stają się pokrzykiwania z pobliskich targowisk. Parę lat temu niejaki Świętopełek nadał Helowi prawa miejskie. Miasteczko przeżywa swój rozkwit.

Dobra passa trwa zaledwie 200 lat. Hel nieustannie obmywany wodami Bałtyku raz po raz zmienia położenie. Morska otchłań wciąga wąski pasek lądu ziarnko po ziarnku. To, a także liczne ataki i dręczące miasteczko pożogi sprawiają, że Hel biednieje i traci znaczeniu. Na jago nieszczęściu bogaci się widoczny na horyzoncie Gdańsk.

Hel yeah!


Wróćmy do rzeczywistości. Dlaczego lubię Hel? Po pierwsze to idealny cel jednodniowej wycieczki z Gdańska. Po drugie ja po prostu MAM DO NIEGO SŁABOŚĆ! Pełno tam straganów z szajsem, a na głównym deptaku człowiek ociera się o człowieka. Na przekór czuję się w tym turystycznym piekle wybornie.

Wysiadam z promu i maszeruję pod ceglastą latarnię morską. Skręcam w lewo, zwalniam i cieszę się zapachem boru sosnowego. Już tylko krótki spacer dzieli mnie od pięknej i mniej popularnej plaży przy zejściu nr 66. To tam prowadzę dla znajomych warsztaty pt. Każdy może wykopać pod sobą dołek (tak naprawdę mam diabelnie dobry plan na przekop do Australii).

Na pytanie co zobaczyć na Helu nie znam poprawnej odpowiedzi. Po prostu posadź pupę na piasku i odpocznij. Na godzinę przed powrotem zacznij spacer brzegiem morza na koniec Polski. W połowie drogi możesz wdrapać się na jeden z drewnianych pomostów nad wydmami. Z tego poziomu nie tylko zrobisz fajne zdjęcia, ale być może w gąszczu traw wypatrzysz miejscowe pluszaki.

Drewniany szlak doprowadzi Cię do Kopca Kaszubów. Powiem szczerze: nie warto poświęcać mu wiele uwagi. Monument (czyt. kamolce ustawione w stos) powstał w roku 2013 (!) w efekcie inicjatywy oddolnej lokalnego związku Kaszubów. Istnieje plotka, że obelisk ma przypominać opowieści o Stolemach. Spokojnych i sympatycznych olbrzymach, które swego czasu bawiły w tej okolicy. Strzel sobie kilka uśmiechniętych selfiaków i rusz ku przystani. To właśnie tam czeka na Ciebie budka z lodami rzemieślniczymi. Powiem prosto z mostu – te lody są grzechu warte! Z rożkiem wypchanym po brzegi pysznościami usiądź w jednej z drewnianych altan Parku Wydmowego i poczekaj na ulubiony spektakl Matki Natury: zachód słońca nad Zatoką Pucką.

Hel blog podróżniczy

No to fru na Facebooka!

Będzie mi szalenie miło, jeśli  dołączysz do mojej społeczności na Facebooku.

Wszystko co się dzieje w moim świecie dzieje się zazwyczaj w moim własnym środku. Tam przeżywam zachwyt, radość i smutek. Od dziecka zwijam wszystkie myśli i słowa w kulki, a potem upycham wewnątrz. To daleko posunięty introwertyzm wg fachowców od ludzkiej duszy. Ja zazwyczaj mówię krótko, że jestem popie… tzn. chciałam rzec, iż stworzyciel spaprał lekko robotę tworząc Magdalenę. Z tego spaprania wziął się pomysł na blog podróżniczy. Wszak po cóż kisić w sobie te wszystkie słowa jeśli można podzielić się wewnętrznym słowotokiem z bezpiecznych, domowych pieleszy?

22 Komentarzy

  1. Urocze zdjęcia. Wieki całe nie byłam na Helu i już zaczyna nam się tęsknić za tą częścią nadbałtyckich terenów. Nawet ostatnio rozmawialiśmy na ten temat. Może ten tekst przechyli szalę i w końcu zrealizujemy swoje plany 🙂

  2. Wstyd się przyznać, ale na Helu nigdy nie byłam, jakoś zawsze ciągnie mnie w innych kierunkach, ale piękne zdjęcia i super wpis! 🙂 Pozdrawiam ciepło!

  3. Od lat nie byłam na helu, ale najchętniej przejechałabym się po całym półwyspie i w końcu zobaczyła te kultowe miejscowości.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *