Volendam. Tajemnica zaginionych śledzi

Holandia - Volendam, Marken, Edam - tradycyjne wioski rybackie

Rzecz będzie o dwóch wioskach rybackich: Volendam i Marken położonych nieopodal wód dawnej zatoki Morza Północnego. Nakreślę Ci historię wielkich projektów i ludzi, którym przyszło zmagać się z ich konsekwencjami. Opowiem też o śledziach, które wypłynęły na szerokie wody zimnego morza, aby nigdy już nie wrócić do domu.


→ Pod zaborem morza

Nie od dziś wiadomo, że morze bywa kapryśne. W jednej chwili jest spokojne i lekko kołysze w ramionach rybaków. W innej zaś wkurza się nie wiadomo o co. Piętrzy kilkunastometrowe fale, a palcami kręci młynki tworząc pełne niebezpieczeństw wiry. Z ust toczy pianę. Kruszy w garści zarówno stare, zmurszałe łodzie jak i dumne okręty. Jest w nim coś z dziecka, które siedząc w wannie toczy morskie bitwy wydając z siebie serie paszczodźwięków: bum, pszzzzz, SZZZZ, bum, bum!

 W XIII wieku Morze Północne wpadło w totalny szał. Wdarło się gwałtownie w ląd zmywając z powierzchni całe osady i ludzkie istnienia. Kapryśny żywioł odjął od Holandii spory obszar tworząc Zuiderzee. Parafrazując słowa Marka Orzechowskiego: Morze Północne nie pozostawiło ludziom większego wyboru. Musieli pogodzić się w nowym układem sił pomiędzy wodą a lądem i zacząć żyć od nowa.


Holandia - Volendam, Marken, Edam - tradycyjne wioski rybackie


→ Pomyślne łowy

U brzegu zatoki Zuiderzee uparci Holendrzy wznieśli Volendam. Nieco dalej, na samotnej wyspie, powstała maleńka wioska Marken. Ich mieszkańcy wzięli do rąk dłuta i zaczęli zdobywać kolejne sprawności w szkutnictwie. Wprawne ręce wyplatały sieci, a z mocnego płótna powstawały łopoczące na wietrze żagle.

Przez wieki z portu w Volendam mężczyźni wypływali na szerokie wody Morza Północnego w poszukiwaniu skarbów. Wiatr smagał im policzki, a słona woda cięła dłonie. W morskiej toni nie szukali złota, szmaragdów czy rubinów. Swoją potęgę budowali na połowach śledzi.

Spokojne życie znów przerwała kapryśna natura. Ląd postanowił upomnieć się o swoje włości i zaczął… zamulać. W dosłownym tego słowa znaczeniu. Zuiderzee zaczęło powoli zmieniać się w mieliznę.


Holandia - Volendam, Marken, Edam - tradycyjne wioski rybackie


→ Wielkie projekty

Podczas gdy natura czyniła krecią robotę mądre głowy zaczęły zastanawiać się nad tym jak dać prztyczka w nos zadziornemu morzu. Już w XVII wieku w głowie znanego konstruktora Jana Leeghwatera kiełkowały wielkie plany osuszenia części terenów przykrytych przez płytkie wody Zuiderzee. Choć dysponował on odpowiednimi środkami i wsparciem zabrakło w tamtym czasie rzeczy najważniejszej: możliwości technicznych.

Pomysł przeleżał więc w szufladzie aż do początku XX wieku. Ujrzał światło dzienne za sprawą  ministra transportu i gospodarki wodnej, inżyniera Corneliusa Lely’ego. Ów śmiałek w roku 1916 zainicjował projekt o wielkim rozmachu. Jego początek miała stanowić budowa wielgachnej (ale to wielgachnej!) tamy oddzielającej Morze Północne od Zuiderzee. Jak wyliczył Lely odcięcie zatoki i osuszenie terenu w jej części uposażyło Holandię w ponad 200 tysi hektarów ziem uprawnych. A musisz wiedzieć, że kwestie te były bardzo istotne w czasach, kiedy reszta świata toczyła wojnę.

W 1932 roku budowa Afsluitdijk została ukończona z sukcesem. Powstało nie lada bydlątko – 32 km długości, 90 m szerokości. Projekt kosztował w przeliczeniu na obecną walutę około 800 mln euro (Dżizas!). W części dawnego Zuiderzee powstał nowiutki polder Flevoland, który obecnie zamieszkuje 403.280 osób. Resztę terenów nadal pokrywa woda. Z tym, że nie słona a słodka. Nie wzburzona a cicha i spokojna.


Holandia - Volendam, Marken, Edam - tradycyjne wioski rybackie


→ Zaginione śledzie

Jak wspominałam Ci już w zwiastunie na moim facebooku wielkie projekty niosą za sobą wielkie konsekwencje. Największe ponieśli mieszkańcy portów rybackich takich jak Volendam czy Marken. Mimo, że w trakcie projektowania zapory pomyślano o rybach tworząc specjalne przepusty coś poszło bardzo nie tak. Jeszcze przez wiele lat całe ławice ryb uderzały o betonowe ściany zapory lecz nigdy już nie wróciły na wody zatoki Zostały po drugiej stronie tamy – tam gdzie woda nadal jest zimna, wzburzona i słona.
Tęsknotę po dawnym życiu, po śledziach, po morskim charakterze obejść rybacy wyrazili opuszczając flagi do połowy masztu. W zasadzie nic więcej nie mogli zrobić. Na ich oczach umierała wioska za wioską, a życie przeniosło się ku nowym morskim osadom. Jednak – ośmielę się stwierdzić – Holender nie byłby Holendrem gdyby pozostawił rzeczy własnemu biegowi. Volednam i Marken podniosły się z kolan otwierając się ku…. turystyce.


Holandia - Volendam, Marken, Edam - tradycyjne wioski rybackie


→ Krupówki Północy

Do lat 50 XX w. mieszkańcy wyspy Marken żyli w zasadzie w pełnej izolacji. Do Volendam też nie łatwo było się dostać bowiem od stałego lądu oddzielały je grunty grząskie i podmokłe. Dzięki temu unikalne zwyczaje i stroje mieszkańców zachowały się w zasadzie po dziś dzień w stanie niezmienionym. Lokalna ludność posługuje się swoim własnym dialektem (volendams), który możesz usłyszeć w pokrzykiwaniu czynionym ku uciesze turystycznej gawiedzi. Z tych okolic pochodzi też strój uważany poza granicami Holandii za outfit narodowy.


Holandia - Volendam, Marken, Edam - tradycyjne wioski rybackie
Źródło: folkcostume.blogspot.com

Zanim umieścisz Volendam i Marken na swojej bucket list muszę Ci powiedzieć, że to dość popularna atrakcja turystyczna. Takie Krupówki Północy. Pełno tu azjatów z wszechobecnymi błyskami flasha i pełno hindusów ochoczo pstrykających selfie. Ciągle Cię ktoś trąca, a stopy plątają się między straganami z badziewiem. Człowiek czeka tylko na defiladę hipsterów z nartami na ramieniu. Takimi nartami co to stoku nie widziały bo są li tylko elementem stroju paradnego.

Mimo wszystkich problemów wynikających z przedzierania się przez tłum jestem zdania, że warto raz w życiu zahaczyć o okolicę. Przyznam uczciwie, że Volendam nie chwyciło mnie za serce. Natomiast Marken to miejsce czarujące, spokojne i ciche (tzn. stosunkowo ;)).

Jeden z holenderskich bardów śpiewał:

Każdy kto chce zobaczyć piękno Holandii powinien odwiedzić Volendam.

I coś w tym jest. Gdy wspominam tę wyprawę to widzę (i całym sercem czuję) znaną mi samej Holandię. Kraj pełen silnych, miłych acz powściągliwych mieszkańców. Czuję Holandię pełną sprzeczności – szorstką i miękką zarazem.


Holandia - Volendam, Marken, Edam - tradycyjne wioski rybackie


→ Volendam i Marken – praktycznie

→ JAK DOJECHAĆ?

Do Volendam i Marken można dojechać z dworca autobusowego Bushalte CS IJzijde znajdującego się nad stacją Amsterdam Centraal. Wystarczy wdrapać się schodami na piętro. W sezonie dowiezie Cię autobus linii EBS. Za 10 euro możesz kupić u przedstawiciela marki tzw. Waterland Dagkaart. Karta uprawnia Cię do dowolnego poruszania się autobusami EBSu w regionie Waterland. Jeśli starczy Ci czasu możesz np. podjechać jeszcze do Broek in Waterland. Mnie się nie udało bo słońce spaliło mnie na raczka i musiałam uciekać do hostelu 🙁

→ JAK DOSTAĆ SIĘ NA MARKEN?

Będąc w Volendam grzechem byłoby nie przepłynięcie na tą maleńką wysepkę. Spokojnie, nie musisz przeprawiać się wpław. Co ok. 45 minut z lądu na wyspę można dostać się stateczkiem wycieczkowym o wdzięcznej nazwie Marken Express. Bilet (tam i z powrotem) dla dorosłego kosztuje niecałe 10 euro, a dla oseska ok. 7 euro.

Jeśli szczęście będzie Ci sprzyjać trafisz na starsze małżeństwo, które zrobi dla Ciebie typowy holenderski deser: poffertjes. To coś pomiędzy niderlandzkimi goframi a racuchami. Niewielkie placuszki podawane są z cukrem pudrem lub bitą śmietaną z owocami.

→ VOLENDAM I MARKEN NA MAPIE



Holandia - Volendam, Marken, Edam - tradycyjne wioski rybackie

Holandia - Volendam, Marken, Edam - tradycyjne wioski rybackie

Holandia - Volendam, Marken, Edam - tradycyjne wioski rybackie

Holandia - Volendam, Marken, Edam - tradycyjne wioski rybackie

Holandia - Volendam, Marken, Edam - tradycyjne wioski rybackie

Holandia - Volendam, Marken, Edam - tradycyjne wioski rybackie

Holandia - Volendam, Marken, Edam - tradycyjne wioski rybackie

Holandia - Volendam, Marken, Edam - tradycyjne wioski rybackie
Holandia - Volendam, Marken, Edam - tradycyjne wioski rybackie

Holandia - Volendam, Marken, Edam - tradycyjne wioski rybackie

Holandia - Volendam, Marken, Edam - tradycyjne wioski rybackie

Wszystko co się dzieje w moim świecie dzieje się zazwyczaj w moim własnym środku. Tam przeżywam zachwyt, radość i smutek. Od dziecka zwijam wszystkie myśli i słowa w kulki, a potem upycham wewnątrz. To daleko posunięty introwertyzm wg fachowców od ludzkiej duszy. Ja zazwyczaj mówię krótko, że jestem popie… tzn. chciałam rzec, iż stworzyciel spaprał lekko robotę tworząc Magdalenę. Z tego spaprania wziął się pomysł na blog podróżniczy. Wszak po cóż kisić w sobie te wszystkie słowa jeśli można podzielić się wewnętrznym słowotokiem z bezpiecznych, domowych pieleszy?

24 Komentarzy

  1. Świetny tekst! Bardzo przyjemnie się czytało (i oglądało zdjęcia). Zostanę u Ciebie na dłużej, bo o Holandii wiem najwyraźniej niewiele 😉

  2. Nigdy nie byłam w Holandii…pięknie opisałaś tę historię, zawsze gdy czytam podobne historie, jak to natura sama zdecydowała, a los sprawił, że pewne rzeczy poszły nie tak…nabieram wielkiej pokory. Trochę szkoda rybaków, ryb…ale zdjęcia pokazują, że miejscowość się broni…i szalenie zachęca, by ją odwiedzić

    1. Powiem Ci, że to moja ulubiona historia z Holandii. W pełni pokazuje to jak bardzo ten naród jest elastyczny oraz ile w nim pokory i szacunku do otaczającego świata 🙂

    1. Kasia, nie wiem czy to akurat nie będzie zbyt przeludnione jak dla Ciebie 😉 Ale zerknij sobie na Amersfoort i np. na Vinkeveen – powinny Ci się bardziej spodobać 🙂

  3. Kwestia masowych wędrówek turystów nie zachęca, ale biorąc pod uwagę charakter i uprzedzenia Holendrów oraz moją beznadziejną miłość do morza wybrałabym to miejsce do odwiedzenia chętniej niż atrakcyjne aglomeracje. Bardzo przyjemnie czytało się (oraz oglądało) twój post.

    1. Tylko wiesz, morza już tam nie ma 😉 Wrócę jeszcze na chwilkę do ludzi bo zapomniałam chyba napisać o jednej ważnej sprawie. Jak to zwykle bywa dla wielu zapłacenie 10 euro za wycieczkę statkiem na Marken (to tutaj zrobiona jest większość zdjęć w tym wpisie) to zbyt droga impreza więc na wyspie jest spokojniej.

  4. Fajne miejsce, szkoda tylko tych śledzi… Jak to jest, że czasami patrzymy na jakiś wynik i dziwimy się jak do tego doszło, skoro oczywiste były te czy inne warunki a czasami zachodzimy w głowę, bo mimo wszystko coś poszło nie tak. A z naturą tak już jest, że odwrócić jej bieg nie jest trudno, za to przywrócić do poprzedniego stanu czasem się nie da. Fajnie, że mieszkańcy podnieśli się dzięki turystyce, choć czy im tak lepiej? Niż łowić te śledzie? Tego się już nie dowiemy ….
    Ps. ta Holandia dzięki Tobie to odkrywa przede mną zupełnie nowe oblicze! Dzięki 🙂

  5. To prawda – Volendam jest zatłoczone, ale naprawdę warto chociaż raz odwiedzić to miasteczko. Tak Volendam jak i Marken są piękne, tylko to drugie rzeczywiście jest spokojniejsze 🙂 Marken było ostatnim miastem na naszej trasie po Holandii, ale właśnie dopiero tam zobaczylismy jak robi się tradycyjne saboty. Chciałabym tam jeszcze kiedyś wrócić…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *