Uciekłam z Gandawy

Zaczynam po raz szósty. Gandawa – jak przełożyć na słowa targające mną emocje? Oszałamiająca starówka. Przelotna miłość do miasta. Znużenie. Ucieczka niemal bez pożegnania. A to wszystko w jeden dzień.

 

→ Miłość od pierwszego wejrzenia?


Pociąg wtoczył się ociężale na stację Sint-Pieters. Gandawa przywitała mnie dworcem, który lata świetności miał już za sobą. Walizka podskakiwała na popękanych kafelkach, a mój wzrok błądził po zabrudzonych ścianach przejścia podziemnego w poszukiwaniu hieroglifów. Po raz kolejny zaskoczyło mnie to, że na zachodzie wcale nie jest lepiej.

Ciemny tunel zaprowadził mnie wprost na spory plac skąd miały odjeżdżać autobusy i tramwaje. Kluczyłam wśród przystanków próbując znaleźć linię, która dowiezie mnie do hostelu. Brakowało oznakowania wayfindingowego i czułam się zagubiona. Beznadzieję sytuacji pogłębiał fakt, że napotkani ludzie nie mówili po angielsku więc byłam zdana na siebie. W pewnym momencie podszedł do mnie starszy mężczyzna ubrany niczym muzyk z podupadłej nowoorleańskiej kapeli jazzowej. Płynną angielszczyzną zapytał, czy może mi w czymś pomóc. Dusza, która aktualnie siedziała na ramieniu radośnie zeskoczyła i rzuciła się wprost w ramiona swojego wybawcy.

Choć pierwsze spotkanie z Gandawą nie należało do łatwych nie traciłam nadziei. W końcu Gandawa miała mnie oszołomić, rzucić na kolana i wydobyć parę jęków zachwytu.

→ Młodość


W Gandawie znajdziesz wszystko, co wiąże się z funkcją miasta uniwersyteckiego. Młodość wspina się na murki, siedzi po turecku na chodniku, rozkłada koc na trawie i spija piankę z piwa. Śmieje się w głos i śpiewa. Porzuca mule na rzecz tosta z kozim serem i bezglutenowego ciasta marchewkowego. Hipsterlandia w wydaniu mini. Za tą atmosferę bardzo ją lubię.

W przeciwieństwie do statecznej Brugii w Gent znalazłam trochę kurzu normalnego miasta. Takiego, w którym się mieszka i pracuje. Spacerując ulicą miałam okazję pooglądać w naturalnym środowisku lokalnych mieszkańców. Uśmiechnąć się do nich i pozachwycać się tym z jaką łatwością skaczą z francuskiego na niderlandzki. Nawet przez myśl mi przeszło, że tu mogłabym zostać na stałe (gdyby z Holandią nie wypaliło!).

Gandawa blog podróżniczy

→ W sile wieku


W wiekach średnich Gandawa była potęgą. W XIV wieku liczyła sobie 56 000 mieszkańców i podobnie jak Brugia swój rozkwit zawdzięczała przemysłowi tekstylnemu. Tutaj znajdziesz prawdziwą kopalnię wiedzy o historii i architekturze Gandawy. Dziś, o jej dawnej potędze przypomina oszałamiająca starówka. Przemierzając nadbrzeżne pomosty i tarasy nad Leią miałam świadomość, że w końcu otworzy się przede mną widok na najpiękniejszą część starego miasta. Miałam świadomość lecz jak się okazało nie byłam na nią przygotowana. Oryginał wyprzedził wszelkie zdjęcia oglądane w Internecie. Pozbawił tchu. Po prostu stanęłam jak wryta na deskach mostu i patrzyłam. Chłonęłam.

Gandawa blog podróżniczy

Gandawa blog podróżniczy

Gandawa blog podróżniczy

→ Ewakuacja


Zapytasz, jak to się stało, że uciekłam z Gandawy? To była spontaniczna dezercja z miasta, które bardzo polubiłam. W pewnym momencie poczułam, że kręcę się w kółko. Wciąż wracam w te same miejsca, a gdy zboczę z trasy wita mnie szaro-bure miasto.  Starówka w Gandawie jest naprawdę maleńka i ogranicza się do paru przecznic. Parę metrów od zachwycających, średniowiecznych budowli jawi się miasteczko pełne rozkopów oraz bajzlu. Mimo, że lubię kurz i gwar miasta to zaczęłam się w Gandawie najzwyczajniej nudzić.

Owszem, to miasto jest boskie, lecz nie koniecznie idealne, gdy podróżujesz w pojedynkę. Przydałby się kompan, piwo w ręce i hummus wyjadany palcem z miseczki. Aby pozbyć się znudzenia po prostu spakowałam manatki, odpisałam na list od współlokatorki S. , oddałam klucz do pokoju i ruszyłam do Brukseli.

Gandawa blog podróżniczy

Gandawa blog podróżniczy

Gandawa blog podróżniczy

Gandawa blog podróżniczy

Gandawa blog podróżniczy

Gandawa blog podróżniczy

Gandawa blog podróżniczy

Gandawa blog podróżniczy

Gandawa blog podróżniczy

Gandawa blog podróżniczy

O autorce
Fru
Wszystko co się dzieje w moim świecie dzieje się zazwyczaj w moim własnym środku. Tam przeżywam zachwyt, radość i smutek. Od dziecka zwijam wszystkie myśli i słowa w kulki, a potem upycham wewnątrz. To daleko posunięty introwertyzm wg fachowców od ludzkiej duszy. Ja zazwyczaj mówię krótko, że jestem popie… tzn. chciałam rzec, iż stworzyciel spaprał lekko robotę tworząc Magdalenę. Z tego spaprania wziął się pomysł na blog podróżniczy. Wszak po cóż kisić w sobie te wszystkie słowa jeśli można podzielić się wewnętrznym słowotokiem z bezpiecznych, domowych pieleszy?
Join to Instagram