Sama ze sobą

Paula Schmidt

Jestem zmęczona. Codzienność ograniczona z każdej strony ścianą doskwiera, a izolacja jest naturalnym środowiskiem demonów. Te moje, wylazły spod łóżka i przyniosły ze sobą sprawy, których nigdy nie zamknęłam. Szukam w tym blasków.

Odcięłam się. Od złych wiadomości, licznika nowych przypadków, naukowych rewelacji. Włączyłam tryb “przetrwanie”. Jestem w nim świetna. Ciszę wokół mnie upchnęłam szczelnie pod rzodkiewką, na samotności posiałam pomidory, a strach przetkałam bazylią.

Zaakceptowałam. Kolejne odwołane loty, nadgodziny w pracy, życie upchnięte w kubistyczne formy mieszkania. Włączyłam tryb “nadziei”. Zmieniłam podróżnicze plany, dobrze wykorzystałam samodzielne święta, zajęłam się porządkami na blogu.

Doceniłam. Wiadomości i telefony od osób, którym na mnie zależy. Włączyłam tryb “społeczny”. Wieczory wypełniłam wirtualnymi rozmowami, toastami i odświeżaniem codzienności.

Uciekłam. W kolejne podcasty, seriale i książki. Włączyłam tryb “otępienie”. Zabiłam myśli kolejnym odcinkiem Easy, płacz na końcu nosa zatrzymałam kolejną kartką książki, a gorzkość łez osłodziły mi wszystkie moje przyjaciółki Idiotki.

Wrzuciłam wsteczny. Wróciłam wspomnieniami do momentów, które składały się na szczęście. Włączyłam tryb “drzewiej bywało”. Skręciłam rower, przeżyłam pełną zwrotów akcji podróż na tej czarnej bestii, zrobiłam porządki.

Rozpadłam się. Wśród biletów lotniczych, pocztówek, koncertów, zdjęć. Włączyłam tryb “strata”. Pozwoliłam spoliczkować się każdej utraconej godzinie, kilometrom dzielącym mnie od najbliższych, przymusowej samotności.

Przestraszyłam się. Tej samotności właśnie. Włączyłam tryb “rozpacz”. Potknęłam się na nigdy nie wypowiedzianym słowie żegnaj, wbiłam w śródstopie dom z klocków lego, żeby na koniec wypierdolić się na rozlanej miłości.

Poznałam. Wszystkie moje demony, od których uciekłam w podróże, pisanie, fotografię. Zamiast nowego trybu pojawił się error. Żeby go naprawić skupiam się na sobie. Wędruję po świecie demonów.

Odkrywam. Wszystkie jego cienie i blaski. Zaglądam do szuflad pełnych spraw niedokończonych, zranionych uczuć i tęsknoty. Rozwijam skołtunione wątki i staram się wyciągnąć z nich lekcje.

Cieszę się. Jestem ze sobą sam na sam. Sklejam popękane serce, masuję spięte stresem skronie i pozwalam sobie na wszystkie emocje. Gdy pandemia zwolni wyjdę do świata silniejsza – to pewne. To największy z blasków.

Autorką zdjęcia nagłówkowego jest: Paula Schmidt

No to fru na Facebooka!

Będzie mi szalenie miło, jeśli  dołączysz do mojej społeczności na Facebooku.

Wszystko co się dzieje w moim świecie dzieje się zazwyczaj w moim własnym środku. Tam przeżywam zachwyt, radość i smutek. Od dziecka zwijam wszystkie myśli i słowa w kulki, a potem upycham wewnątrz. To daleko posunięty introwertyzm wg fachowców od ludzkiej duszy. Ja zazwyczaj mówię krótko, że jestem popie… tzn. chciałam rzec, iż stworzyciel spaprał lekko robotę tworząc Magdalenę. Z tego spaprania wziął się pomysł na blog podróżniczy. Wszak po cóż kisić w sobie te wszystkie słowa jeśli można podzielić się wewnętrznym słowotokiem z bezpiecznych, domowych pieleszy?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *