Dzikus w podróży

Największą frajdą podczas samotnej podróży jest poznawanie innych odkrywców. To pasjonaci. Ludzie radośni i komunikatywni. Ich pęd poznawania świata często onieśmiela i budzi przekonanie, że do odkrywania świata potrzeba milionów monet i zagłębia pewności siebie. Raz na milion lat zdarza się anomalia i na szlaku staje dzikus. Co wtedy? Jak sobie radzi ta kreatura?

 

→ To ja, dzikus


Otwarcie przyznaję, że jestem introwertykiem. Ludzie, tacy jak ja, często postrzegani są jako mrukliwe i nudne indywidua. Nie dziwię się temu. Gdybym miała zostać ze sobą sam na sam, potwornie bałabym się milczenia 😉 To nie tak, że nie mam nic ciekawego do powiedzenia czy nie chcę trwonić czasu na dyskusję z resztą świata. Po prostu zanim podejmę rozmowę wątek kończy się. Zostaję sama na pustym placu, spoglądając z rozpaczą w tumany kurzu, wzniecone przez dyskusję, która właśnie zmieniła kierunek.

Długo introwertyzm, był dla mnie problemem urastającym do rangi życiowej tragedii. Nie lubiłam siebie, miałam do siebie pretensje o kolejne party w milczeniu i byłam przekonana, że wielu rzeczy nie uda mi się zrobić tylko dlatego, że jestem odludkiem. Taki „overthinking”.

 

→ Czas Wielkich Odkryć


W pierwszych odkryciach pomogła mi dobra dusza. Dzięki niej dowiedziałam się ważkich życiowych dogmatów: nie wszystkich muszę lubić, nie ze wszystkimi muszę rozmawiać oraz, że mogę być sobą. Jakież było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że ekstrawertyków obowiązują te same prawdy!

Stało się oczywistym, że introwertyzm mnie w żaden sposób nie ogranicza. Mogę spełniać marzenia i pokonywać granice nawet jeśli jestem dzikusem. Chęć poznawania świata, zmiany i łapania szczęścia za tęczowy ogonek stała się silniejsza. W moim życiu rozpoczęła się nowa epoka. Czas Wielkich Odkryć nie tylko dla mnie lecz także dla części znajomych. Wielu było zdziwionych, że taka pierdoła znalazła w sobie power i ruszyła w świat. 

Przyznam w sekrecie, że za każdym razem, gdy wracam z podróży jestem zdumiona, jak powiększa się grono ludzi, którzy chcą mnie słuchać. Są ciekawi zdjęć i wspomnień.

 

To jest pierwszy benefit, jaki podróże przynoszą introwertykowi. Dzięki nim budujesz pokaźne zaplecze tematów do rozmów. Stajesz się narratorem we własnej opowieści. Decydujesz o kolejnych śródtytułach i wypełniasz je treścią. 

 

→  Pomiędzy ciszą a small talkiem


Lubię ludzi. Jak wielu introwertykom, wystarcza mi milcząca obecność wśród roześmianych i energicznych śmiertelników. Przez lata zauważyłam u siebie prawidłowość: moja małomówność jest wprost proporcjonalna do liczby rozmówców, z którymi przyszło mi się zmierzyć.

 

Najlepiej radzę sobie w gadkach szmatkach 1:1 i dysputach w podgrupach. Podróże sprzyjają tego typu interakcjom. Z osobami poznanymi na szlaku toczę niezobowiązujące pogawędki. To daje mi radość i podnosi pewność siebie.

 

Kiedyś wspominałam Ci, że nie lubię dzielić się prywatną przestrzenią tak jak Joey z Przyjaciół nie lubił dzielić się jedzeniem. Co zaskakujące, w podróży potrzeba separacji od Świata spada. W tych rzadkich momentach kiedy chcę zatopić się we własnych myślach zakładam na uszy słuchawki*. That’s all.

* Jakiś czas temu postanowiłam nie używać słuchawek i nie wyciągać Kindla w podróży. Dla wielu osób te dwie proste czynności to jasny sygnał, że nie chcę nawiązywać relacji, a to nie prawda. 

 

→ Głęboka Woda


Hmm. Zauważyłam, że najlepiej działam puszczona na głęboką wodę. Zabrzmi to patetycznie, ale życie rozwinęło we mnie zdolność asymilacji w trudnych warunkach. W podróży muszę prosić o pomoc, wskazanie drogi czy potwierdzenie informacji, które znalazłam w Internecie. To jednak nie wszystko.

 

Z premedytacją zatrzymuję się w hostelach właśnie po to, żeby samej sobie zafundować kontakt z dużą grupą nieznajomych. To rozwija zdolności do interakcji społecznych w stosunkowo przyjaznym środowisku. Każdy z nas wybrał ten sam cel podróży, a to oznacza, że mamy podobne zainteresowania i marzenia. Prawdopodobieństwo, że dogadamy się i znajdziemy wspólny język jest wyższe 🙂

 

Możesz teraz zarzucić mi, że prdlę głupoty i to się nie uda. Tylko wiesz, ja przetrenowałam to na sobie. Zapewniam Cię, że dzięki podróżowaniu moje życie stało się bogatsze o kilka nowych znajomości. Poznałam fantastycznych ludzi, z którymi nie dzielę milczenia. Łączą nas wspólne pasje i godzinne rozmowy. To jest osom!

 

→ Od kropki do kropki?


Podróżując nigdzie się nie spieszę. Lubię zmieniać plan tylko dlatego, że tam za rogiem mignęła ciekawa fasada kamienicy. Cieszę się, z każdego pomylonego kierunku, bo to szansa na przygodę i kolejną, prostą historię z podróży. Nie przejmuję się niezaliczonym punktem na mapie, bo ważniejsi są dla mnie ludzie, ich historie i powstające z nich wspomnienia.

Wbrew pozorom lubię podejmować spontaniczne decyzje, zatrzymywać się w fajnych miejscach zdecydowanie za długo i cieszyć każdym darem uśmiechu.

 

Na zewnątrz jestem może cicha, ale w mojej głowie kiełkują szalone pomysły. Nie boję się ryzyka pod warunkiem, że jest ono wynikiem podjętej przeze mnie, niezależnej decyzji (w którą nikt się nie wcina). Gdy taki pomysł uda się zrealizować to jest istna petarda!*

 

*Np. mam za sobą skok na bungee i generalnie jestem fanką ekstremalnych zabawek z wesołych miasteczek 😉

Na zakończenie powiem Ci jedno: nie ważne jest to ile razy będziesz uderzał w szklaną bańkę własnego introwertyzmu. Nie ma znaczenia ile razy upadniesz w dżungli relacji społecznych. Bądź sobą i żyj swoim życiem. Nie próbuj sprostać wymaganiom – nawet własnym. Pozwól życiu toczyć się i wykorzystaj je tak, żebyś czuł się dobrze. Leniuchuj kiedy chcesz, podróżuj jeśli tego pragniesz, śpiewaj i tańcz jeśli masz ochotę albo wejdź pod koc z książką jeśli właśnie to Cię uszczęśliwia.

Zdjęcie nagłówkowe: colorlib.com

Jestem na Bloglovin

O autorce
Fru
Wszystko co się dzieje w moim świecie dzieje się zazwyczaj w moim własnym środku. Tam przeżywam zachwyt, radość i smutek. Od dziecka zwijam wszystkie myśli i słowa w kulki, a potem upycham wewnątrz. To daleko posunięty introwertyzm wg fachowców od ludzkiej duszy. Ja zazwyczaj mówię krótko, że jestem popie… tzn. chciałam rzec, iż stworzyciel spaprał lekko robotę tworząc Magdalenę. Z tego spaprania wziął się pomysł na blog podróżniczy. Wszak po cóż kisić w sobie te wszystkie słowa jeśli można podzielić się wewnętrznym słowotokiem z bezpiecznych, domowych pieleszy?
Join to Instagram