Egmond aan Zee – wydmy chaosu

Egmond aan Zee, ciekawe miejsca w Holandii

Egmond aan Zee – po naszemu Ehmond na Plaży. Tutaj też miało mnie nie być. Powiem Ci (ale nieoficjalnie), że po powrocie z Holandii wygrzebałam stare podręczniki do geografii. Zaczęłam wertować zakurzone stronice w poszukiwaniu takich zjawisk naturalnych jak: Północny Wiatr Spontaniczności albo sekretnych krain geograficznych. Wydmy Chaosu byłyby akuratne.


→ Na początku był chaos

Szukając ciekawych miejsc w Holandii trafiłam na piękne zdjęcia znad Morza Północnego. Zimna żółć traw, sinoniebieskie grzywy morskich fal, a ponad nimi groźny grafit zasnutego chmurami holenderskiego nieba. Bajka.

Znalazłam Park Narodowy znajdujący blisko Amsterdamu w niewielkiej miejscowości Bloemendaal oczywiście aan Zee. Zapisałam wszystko w kajecie bo ja należę do tych osób, które mają n a p r a w d ę  ś w i e t n ą pamięć z tym, że krótką. Do tego gubię się na prostej drodze (często pary razy…).

Chwilę przed wylotem na instagramie (a może to był flicker) mignęło mi zdjęcie z okolic Egmond aan Zee i Bergen aan Zee. Podniosłam lekko lewy kącik ust w czymś co prawdopodobnie miało być uśmiechem ale wyszło jak zwykle. Niezrażona oznajmiłam samej sobie: Magdaleno, jedziemy!


Egmond aan Zee, ciekawe miejsca w Holandii


→ W drodze nad Morze Północne

Wystartowałam ze stacji Amsterdam Centraal w żółto-niebieskiej bestii zdążającej do Den Helder. Przez myśl przeszło mi, żeby pojechać na sam skraj Europy, ale jak wiesz mam już pewne doświadczenie w podróżowaniu na gapę holenderską koleją. Tym razem chciałam zdobyć sprawność Pełnosprytnej Pasażerki.

Mniej więcej po 15 minutach podróży zaliczyłam walkę z zatykającymi się uszami. To znak, że pociąg właśnie przetoczył się przez tunel zbudowany pod rzeką IJ (Ej!). Oczywiście wpadłam w lekką panikę bo bardzo nie lubię jak ciśnienie zmienia się znienacka. Osobiście uważam, że zmiany ciśnienia powinny być zapowiadane z dwutygodniowym wyprzedzeniem (i to na piśmie!). Współpasażerowie tłumaczyli, że to tylko „głęboki tunel” pod wodą i nie muszę się lękać. Tiaa, to bardzo krzepiące.

Po 40 minutach podróży wysiadłam planowo na dworcu w Alkmaar. Stąd na miejsce zawiózł mnie czerwony autobus 165 linii Connexxtion słynącej z braku poszanowania do rozkładów jazdy.

Zanim zabiorę Cię do Egmont aan Zee wykorzystując meandry mojego tajemniczego umysłu włącz proszę Wujka Ludwika. Nazwa utworu jest nieprzypadkowa!


→ Halo, czy tu Polska?

Wysiadłam na jednym z przystanków blisko plaży. W zasadzie to niczym leming poczłapałam za ekipą z dmuchanymi delfinami, ręcznikami przewieszonymi przez ramię i piłkami plażowymi. W środeczku wykiełkował lęk, że plaga parawaningu opanowała również plaże Północy. W oczy rzuciły mi się typowe dla nadmorskich kurortów budynki. Szczerze mówiąc poczułam się trochę jak u siebie. Niektóre z nich do złudzenia przypominły domy wczasowe z czasów PRLu. Pełno tam sanatoriów i koloniehuizen (domów kolonijnych). Brakuje tylko straganów uginających się od bursztynowej biżuterii. Zmarszczczyłam nos z dezaprobatą, a z ust wydobobyłam coś na kształt: Pfff.

Jednak już po paru metrach trafiłam tam, gdzie północny styl życia, architektury i hmm… wszystkiego jest już bardzo widoczny.


Egmond aan Zee, ciekawe miejsca w Holandii
Egmond aan Zee, ciekawe miejsca w Holandii


→ Na plaży, na plaży fajnie jest!

Z pomostu obserwowałam jak na piachu opalają się wczasowicze. Dwóch mężczyzn ciągnęło nad brzeg niewielki katamaran. Dzieciaki z zaangażowaniem machały podbierakami łapiąc do wiader meduzy.

Czułam jak słony wiatr rozwiewa mi włosy, a promienie słońca rozświetlają ramiona. Wciąż nie mogłam się nadziwić, że nieba nade mną nie zasłaniała ani jedna chmurka. Było ciepło, pięknie i tak spokojnie – jakbym znalazła się daleko, bardzo daleko od dżdżystej Holandii.

Zdjęłam buty, a moje stopy powoli zapadły się w ciepłym piasku. Moja dusza – na co dzień tak spokojna – wyrywała się w podskokach do przodu. Popędziła naprzeciw małemu marzeniu: ujrzeniu jednej z najpiękniejszych plaż położonych w sercu Holenderskich Diun. 

Spacerowałam wzdłuż brzegu obserwując dzieciaki. W nich chyba najpełniej widać styl życia mieszkańców tego niewielkiego kraju. Tu dzieci mogą się pobrudzić, pobiegać samopas i robić fikołki na piachu.

Jedno tylko mnie oburzało. Ba, doprowadziło nawet do tego, że marudziłam pod nosem:

Eeeeno, dlaczego Was nie jarają muszelki!?

Serio, pod moimi nogami leżały tysiące małych i większych skarbeńków. Wystarczyło się schylić i nie ruszając z miejsca człowiek zbierał 2 kg.


Egmond aan Zee, ciekawe miejsca w Holandii

Egmond aan Zee, ciekawe miejsca w Holandii

Egmond aan Zee, ciekawe miejsca w Holandii

Egmond aan Zee, ciekawe miejsca w Holandii

Egmond aan Zee, ciekawe miejsca w Holandii


→ Wydmy Chaosu

Wiedziony niewielką fiksacją (taką tyci tyci), która opanowała mój umysł już kilka tygodni przed wylotem ruszyłam ku spełnieniu kolejnego z marzeń – Dutch Dunes. To w Egmond aan Zee znajduje się jeden z Parków Krajobrazowych, w którym mogłam nacieszyć oczy piaszczystą granicą między tym co boskie, a tym co holenderskie.

Stojąc pośród piachu rozmyślałam (serio!) o zaciętej walce pomiędzy wodą i człowiekiem. Miałam świadomość, że woda nie traktowała miejscowych rybaków ulgowo. W 1570 roku powódź Allerheiligenvloed skróciła Egmond aan Zee o 50 domostw. 200 lat później morze przykryło kolejnych 37 budynków. Mimo to, mieszkańcy zostali.

Błądząc po wydmach. co parę minut naciskałam spust migawki, aby zatrzymać na dłużej otaczające mnie piękno. Jeszcze byłam spokojna, ale już za chwilę miał rozegrać się koszmar Człowieka-Fotografa.  Czułam bowiem w środeczku, że coś jest bardzo nie tak. Włoski na karku jeżyły się, a serce biło coraz głośniej. Nadeszła ona. Potworra z głębin o budzącym trwogę imieniu Od Kilku Godzin Ustawiona Za Wysoka Wartość ISO. To przez nią większość zdjęć z rezerwatu popisowo schrzaniłam 🙁 


Egmond aan Zee, ciekawe miejsca w Holandii

Egmond aan Zee, ciekawe miejsca w Holandii

Egmond aan Zee, ciekawe miejsca w Holandii

Egmond aan Zee, ciekawe miejsca w Holandii

Dutch Dunes, Egmond aan Zee

Egmond aan Zee, ciekawe miejsca w Holandii

Egmond aan Zee, ciekawe miejsca w Holandii

Egmond aan Zee, ciekawe miejsca w Holandii

Egmond aan Zee, ciekawe miejsca w Holandii


→ Moc ludzkich uśmiechów

To co w podróżowaniu lubię najbardziej to ludzie, których spotykam na szlaku. Nie ze wszystkimi rozmawiam, ale bacznie obserwuję i kolekcjonuję te obrazy na półkach mojego serducha. Egmond aan Zee to kolejne miejsce na mapie Holandii, w którym byłam jedynym z niewielu obcokrajowców. Lokalsi nie byli przygotowani na moją obecność. Obsługa w restauracji przy plaży nie znała angielskiego więc dogadywaliśmy się na migi i z niewielką pomocą innych gości. Kucharz ugościł mnie naleśnikami (jak u mamy!) i kompotem truskawkowym (serio!), a kelnerki co chwilę podlatywały do mnie pytając: Hud? 😉

Z kolei inni tubylcy pomogli mi wrócić na stację autobusu. Bateria w telefonie dokumentnie się rozładowała i nie mogłam skorzystać z nawigacji. Choć wiem, ze bez ich szczególnej pomocy trafiłabym szybciej to ta gonitwa po miasteczku zapadła mi mocno w pamięć. Nie zamieniłabym tego wspomnienia na żadne inne 🙂 *

Poza tym to dzięki nim trafiłam do Raju Dla Cyklistów!


Holandia, typowy sklep dla rowerzystów


*Nadmieniam, że przez nich omal nie spóźniłam się na ostatni autobus jadący do Almaar!


→ Serio dotarłeś aż tutaj!?

W nagrodę dostajesz Egmond aan Zee na mapie 😉 😛


tlo

 

Wszystko co się dzieje w moim świecie dzieje się zazwyczaj w moim własnym środku. Tam przeżywam zachwyt, radość i smutek. Od dziecka zwijam wszystkie myśli i słowa w kulki, a potem upycham wewnątrz. To daleko posunięty introwertyzm wg fachowców od ludzkiej duszy. Ja zazwyczaj mówię krótko, że jestem popie… tzn. chciałam rzec, iż stworzyciel spaprał lekko robotę tworząc Magdalenę. Z tego spaprania wziął się pomysł na blog podróżniczy. Wszak po cóż kisić w sobie te wszystkie słowa jeśli można podzielić się wewnętrznym słowotokiem z bezpiecznych, domowych pieleszy?

52 Komentarzy

  1. Morze północne jak dla mnie przywołuje dreszcze, kojarzy sie tylko z zimnem 🙁 A na punkcie muszelek też mam fioła, zbieram zawsze i wszedzie zamiast odpoczywać. Nagroda za przeczytanie tekstu suuuuper! 🙂

  2. no właśnie dlatego nikogo nie jaraly muszelki, podaż dużo wieksza, to i popyt mniejszy 😉

    piateczka z tym iso. kilka razy w zyciu się nacięłam i to co potem wywolalam z rawów było, no cóz, na pamiątkę. fajnie jeszcze jak są trudne warunki oświetleniowe i z rawów sie przeskoczy na jpg. polecam, niesmigielska.

  3. Pewnie większość podróżujących po Holandii, kończy na Amsterdamie. Mi też nie przyszłoby do głowy, że jest tam coś jeszcze, a tu proszę:) Chociaż nie, przepraszam, przypomniałam sobie, ze jako małe dziecko byłam w Rotterdamie w porcie, jako dziecko marynarza:)

    1. Jako Samozwańczy Ambasador Niderlandów postanowiłam sobie pokazać różnorodność tej małej krainy 🙂 Bo Holandia to nie tylko zielarstwo, rowery i kanały 🙂

  4. Mieszkalam ponad rok w Zandvoort aan Zee, ale jedyne co lubilam, to wlasnie bliska odleglosc do Bloomendal. Wydmy, zwierzeta i spokoj (czego np nie uraczysz w Amsterdamie) to jedyne, co podobalo mi sie w Holandii.

  5. Oglądaniem takich obrazków motywuję się, żeby wytrzymać jakoś te nadchodzące kilka miesięcy i potem znów przyjdzie piękno, ciepło i słońce! 🙂

      1. Wiesz co, to nawet nie jest głupi pomysł, mało tego, to całkiem świetny pomysł! Można by np. wydrukować takie większe plansze i zamiennie instalować sobie na oknie z podświetleniem na tyle, aby w ciągu naszej krakowskiej szarówy, widoki przypominały nam o cudownych miejscach i ładowały nasze baterie! 🙂

  6. Dzięki za tego posta! W Holandii byłam tylko w Amsterdamie i jakoś w ogóle nigdy nie myślałam o niej w kategorii miejsce na wypoczynek na plaży! Jestem zaskoczona 🙂 No i te muszelki – przecież to najlepsza rozrywka 😀

  7. Kiedyś też wybrałam się pociągiem z Amsterdamu na plażę. Nie pamietam już co to było za miejsce, ale było cudownie! Z tego, co widzę na Twych fotkach to jednak nie było to miejsce. Zazdraszczam raju dla rowerzystów (pewnie bym się tam spłukała). Parawaningu jak widać nie ma, ale za to namiocing już jest? (albo namioting?) 😉

    1. Ja kupiłam dzwonek do roweru z żabą na froncie. Nie pasuje do mojej bestii kompletnie. Wpadłam więc na pomysł, że przemaluję bestię żeby pasowała kolorystycznie do dzwonka 😛

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *