Bądź sobą w NDSM

Doki NDSM Amsterdam

Muzyka, śmiech, gwar, kolory – na dawnych terenach NDSM żyjesz na full. Doznajesz intensywnie i  spoufalasz się z niczym nieskrępowaną sztuką uliczną. Tak jest zazwyczaj. W listopadowy poranek doki spowiła ciszą mgła. Przestrzenie między betonowymi płytami wessały radość. Emocje przykryła rdza. Stałam pośrodku mojej ulubionej przestrzeni zupełnie sama. Pomyślałam, że tak musi wyglądać dusza introwertyka, gdy wszystkie myśli idą spać. 

Startup


Holandia jest wiecznym startup’em. Mieszkańcy wierzą w potęgę zmiany i moc innowacji. Nie odciskają myśli z gotowych szablonów. Eksperymentują i działają. Startup’owy charakter szczególnie widoczny jest w przestrzeniach miejskich. Chcesz dowiedzieć się jak to działa? Posłuchaj historii o NDSM.

Zacznijmy od małej gimnastyki języka. Nederlandsche Dok en Scheepsbouw Maatschappij do lat 40. XX wieku była królową wśród stoczni. Na pochylniach rosły kadłuby tankowców i ogromnych promów pasażerskich. W dokach było gwarno i głośno. Była największą i najlepiej prosperującą stocznią na całym świecie. Krach przyszedł wraz z wojną, gdy Świat utonął we łzach i rozpaczy. Rzeczywistość powojenna przyniosła NDSM spadek zamówień. Z roku na rok stocznia traciła swój blask. Po 40 latach stagnacji padła na kolana. W basenach portowych znów zapadła cisza.

Amsterdam nie zniósł tej apatii. W latach 80. poprzedniego stulecia stan prawny pozwalał zająć opuszczone budynki NDSM. Z luki skorzystało sześć grup kreatywnych squattersów. Nieożywiony teren zyskał pierwiastek człowieczeństwa dzięki młodym gniewnym. Wśród surowych magazynów powstał skatepark. Kolory zapewniły pracownie artystyczne, a twórcami harmidru zostały teatry uliczne. Chwilę później puste hale wypełnili drobni przedsiębiorcy i restauratorzy. Północny brzeg IJ stopniowo budził się z krótkiej drzemki. Potencjał zauważyły władze miasta i komercyjni developerzy. Na fali entuzjazmu powstał spektakularny pomysł. W dawnych dokach miał powstać mały Manhattan. Nie wyszło. Po dwóch stronach barykady stanęli komercyjni developerzy i aktywiści. Pryncypializm po raz kolejny zwiódł.

Kreatywny hub


Twórcze umysły, które zaanektowały NDSM z całych sił pragnęły utrzymać mikroklimat, w którym doskonale rozwija się osobliwość, ekscentryzm i niezwykłość. Te silne potrzeby stały się rdzeniem kolejnego podejścia do rewitalizacji dawnych terenów przemysłowych.

Najpierw przychodzi społeczność, później planista.

Eva de Klerk

Inicjatorem zmian stała się Eva de Klerk, która samą siebie nazywa developerem oddolnym. Wspólnie ze wszystkimi, nawet tymi nielegalnymi, rezydentami NDSM otworzyła doki na pozytywne zmiany, przy zachowaniu pierwotnej tożsamości. Hermetyczna społeczność jako Kinetisch Noord zaczęła ściśle współpracować z władzami miasta i twórczymi przedsiębiorcami. Zespoły projektowe były małe i posiadały wszystkie niezbędne kompetencje. Zwinne podejście do procesu planistycznego pozwoliło NDSM przeobrazić się w kreatywny hub Amsterdamu. Dowiodło, że zmiana narzucona nigdy nie będzie tak efektywna, jak zmiana wynikająca z konkretnych potrzeb społeczności. Zebrane doświadczenia stworzyły framework, z którego wzorce czerpią trudno dostępne i zaniedbane przestrzenie na całym świecie np. berliński Tempelhoferfeld.

Doki NDSM Amsterdam

Gdzie jest najfajniej?


Po 18 latach NDSM wciąż pełne są alternatywnych artystów i koncepcji. Grupa Kinetisch Noord zarządza terenem, inicjuje zmiany i pozyskuje dotacje. Obok niej funkcjonuje kryte miasto Kunststad. Zaprojektowane i zbudowane przez mieszkańców dysponuje 80-cioma studiami, skatepark’iem, warsztatami teatralnymi i kulturalną przestrzenią biznesową. Nad halami króluje hotel w dźwigu, a przy brzegu cumuje Botel czyli hostel na wodzie. Pełno tu pokracznych instalacji artystycznych, a pionowe powierzchnie pokrywają bombowe murale. 

W NDSM nie ma nudy. W zaskakującym Sexylandzie każdego dnia ktoś inny przejmuje władzę. Autorskie imprezy są pełne sprzeczności. Jedni uruchamiają wieczory poezji, inni śmieją się w głos podczas stand-up’ów, a jeszcze inni tańczą w rytm disco. Z kolei w Plleku i Noorderlicht hipsterzy opowiadają o swoich wegańskich rowerach. Jest super-fajnie. Plaża, boskie jedzenie i świetny widok na Amsterdam.

Doki NDSM Amsterdam

Jak dojechać do NDSM?


Do NDSM możesz dopłynąć darmowym promem 905 z przystani na tyłach dworca Amsterdam Centraal. 🙂 

Doki NDSM Amsterdam


No to fru na Facebooka!

Będzie mi szalenie miło, jeśli  dołączysz do mojej społeczności na Facebooku.

Wszystko co się dzieje w moim świecie dzieje się zazwyczaj w moim własnym środku. Tam przeżywam zachwyt, radość i smutek. Od dziecka zwijam wszystkie myśli i słowa w kulki, a potem upycham wewnątrz. To daleko posunięty introwertyzm wg fachowców od ludzkiej duszy. Ja zazwyczaj mówię krótko, że jestem popie… tzn. chciałam rzec, iż stworzyciel spaprał lekko robotę tworząc Magdalenę. Z tego spaprania wziął się pomysł na blog podróżniczy. Wszak po cóż kisić w sobie te wszystkie słowa jeśli można podzielić się wewnętrznym słowotokiem z bezpiecznych, domowych pieleszy?

    1. To mój stały punkt 🙂 Po raz pierwszy udało mi być tam sam na sam z aparatem. Zazwyczaj chłonę atmosferę bez dodatkowego szkiełka 🙂

  1. Holandia jest bardzo bliska mojemu sercu, bo mam tam najbliższą rodzinę.
    Fantastyczne miejsce pokazałaś.Uwielbiam takie.
    Kocham murale i pewnie bym się tam czuła, jak ryba w wodzie.
    Kapitalnie zagospodarowano tereny po stoczni.
    Fajnie się z Tobą spacerowało.
    Pozdrawiam-)

  2. pamiętam jak tam poplynęliśmy – przypadkiem! – 5 lat temu i zupełnie nie mieliśmy pojęcia, co tam się znajduje i czy nam w ogóle wolno tam chodzić? chyba moje najfajniejsze wspomnienie z amsterdamu.
    już wtedy było super, a widzę po Twoich zdjęciach ile się zmieniło. no i hotel w dźwigu? ja chcę! mama daj!

  3. Nigdy nie byłam w Amsterdamie i w ogóle w Holandii, ale planuje podróż do tego kraju na rok 2019. Miejsce, które opisujesz jest mega ciekawe i na pewno warto je odwiedzić. Być może znajdzie się i na mojej iście miejsc do odwiedzenia. Pozdrawiam.

  4. „Najpierw przychodzi społeczność, później planista.” – podoba mi się ta myśl! A swoją drogą tak patrzę na te rzeczy i stwierdzam, że szkoda że polski street art jeszcze tak biednie wypada w obliczu innych państw :-((

    1. Paulina, ale z roku na rok jest coraz lepiej. Nie wiem czy widziałaś ostatnie akcje Medicine w Krakowie i Warszawie? Choć to kampania reklamowa to świetnie ją zmalowali 🙂

  5. Jak Ty znalazłaś to miejsce!? Wygląda niezwykle klimatycznie! Cieszę się, że nie byłam jeszcze w Amsterdamie, bo na pewno go teraz nie pominę podczas zwiedzania

    1. Myślę, że nie tylko w Polsce ale i na całym świecie. Kultura współdziałania i wsłuchania się w potrzeby zawsze przynosi dobre efekty 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *