Wakacje na Borneo!

Cicho stąpałam po brukowanej ulicy nie chcąc obudzić czających się w cieniach dzikich kotów. Mój wewnętrzny kompas wysyłał sygnały do ośrodków decyzyjnych mózgu, a ukryty wariat budził zew przygody. Przedzierałam się przez trujące bluszcze, jadowite hortensje i złowrogo szumiące trawy ku największemu z moich życiowych odkryć: tunelowi w czasoprzestrzeni, który prowadził wprost na dziewiczą wyspę. Na Borneo!

 

→ Fiksacja


No dobra. Masz mnie! Prawdą jest jedynie to, że podróż Amsterdam → Borneo zajęła mi zaledwie 10 minut. Mowa rzecz jasna nie o wyspie otoczonej turkusowymi wodami, bogatej w bujną roślinność lasów równikowych i zacne zasoby ciepła, a o jej chłodnej wersji tuż nad rzeką IJ.

Borneo wpadło mi w oczy, gdy siedziałam na wygodnej kanapie. To był już ten etap, gdy polajkowanych miałam milion pięćset sto dziewięćset profili związanych z Holandią. Gdzieś mignął mi filmik czerwonego mostu, z którego kudłaci panowie skakali wprost do mętnej wody kanału. Most był niezwykły: wysoki, charakterystycznie wygięty i ociekający lśniącą czerwienią. Zapragnęłam odnaleźć to miejsce pełne dziecięcej radości.

Dziś, zlokalizowanie Mostu Pytona wydaje bułką z masłem. Wtedy, musiałam pospacerować dwoma brzegami IJ korzystając z Google Maps. W końcu, we wschodnich dokach odkryłam to czerwone cudo spinające dwa półwyspy we wschodniej części doków: Borneo i Sporenburg.

Amsterdam Borneo Eiland

→ Papierowe miasta


W Holandii zachwyca mnie przede wszystkim rozmach planistyczny nowych obszarów zabudowy mieszkalnej. Projektanci przestrzeni miejskiej czuwają nad zdrową proporcją między przestrzenią prywatną a publiczną. Plany tworzone są z szacunkiem do natury i jakości życia nowych mieszkańców. Świetnym przykładem jest tutaj historia dwóch miast zbudowanych na polderze Flevoland: Lelystad i Almere.

Pierwsze z nich powstało z użyciem linijki. Ulice krzyżowały się tu pod kątem prostym, miasteczko było dość kanciaste, a płaski teren porastały jednolite budynki mieszkalne. Od samego początku wiadome było, że coś tu nie gra. No wiesz, jak w tych momentach, kiedy Twój kot patrzy w nieskończoność pustego pokoju jeżąc sierść na grzbiecie, hycząc i nerwowo machając ogonem. Mieszkańcom brakowało werwy, radości życia i wielu z nich popadło w depresję. Zjawisko było na tyle powszechne, że postanowiono zbadać jego przyczyny. Badacze doszli do wniosku, że to problem papierowego miasta. Proste kreski i brak indywidualizmu prowadziły do apatii.

Podczas budowy drugiego z nowych miast nie popełniono tych samych błędów. Architekci zadbali, aby ulice zyskały odpowiednie krągłości, a budynki – mimo swej modułowości – różnorodne elewacje. Ba, żeby urozmaicić krajobraz usypano nawet pagórki.

→ Mały architekt


Podobnie rzecz miała się z zabudową Borneo i Sporenburg, które do lat 80 XX w. pełniły rolę doków portowych. Przed planistami postawiono zadanie stworzenia, w centrum wielomilionowej stolicy Holandii, osiedla z 8 tys. nowych mieszkań. Grupą docelową była klasa średnia, a szczególnie ważne rodziny z dziećmi. Władzom zależało na stworzeniu w granicach miasta spokojnej lecz dobrze skomunikowanej enklawy domów jednorodzinnych. W koncepcji pojawiły się jednak haczyki, kruczki i gwiazdki w umowie. Otóż na powierzchni 1 ha zmieścić miało się 100 jednostek mieszkalnych! Wyzwanie przyjęła pracownia planowania przestrzennego West 8.

Architekci wyszli z założenia, że nowoczesne miasto powinno być kompaktowe. Kluczowe było opracowanie inteligentnych rozwiązań, które pozwolą na zachowanie odpowiednich proporcji pomiędzy strefami publicznymi i prywatnymi. Istotną rolę odgrywało również odpowiednie połączenie tej nowej przestrzeni miejskiej z pozostałymi dzielnicami miasta oraz zapewnienie swobodnego dostępu do rzeczy, które ludziom na etacie zapewniają spokój. Czyli liczyły się nie tylko ciepłe pielesze domowe i własny ogródek lecz również swobodny dostęp do placów zabaw, sklepów, szkół i przedszkoli. Równie istotny był dobry dojazd do tych obiektów miejskich, które podnoszą nasycenie szczęściem: kino, teatr i De Wallen.

Amsterdam Borneo Eiland
Źródło: West 8

W początkowym etapie projektu architekci stworzyli 10 podstawowych modułów mieszkalnych. Każdy z segmentów miał tą samą wysokość, wejście z poziomu ulicy oraz garaż. Rolę ogródka przejęło pełne zieleni patio lub zieleniec na dachu. Poszczególne moduły łączono ze sobą i powielano, póki miejsca na mapie nie zabrakło. Dzięki tym zabiegom powstało osiedle szeregówek, a każda z nich była nowoczesną wariacją na temat tradycyjnej kamienicy nad kanałem. Przyszli mieszkańcy mogli wybierać i przebierać pośród modułów. Krąży plota, że 200 szczęśliwców wygrało los na loterii. Wspólnie z architektami West 8 zaprojektowali indywidualne elewacje własnych segmentów. Tak właśnie powstała najpiękniejsza część Borneo Eiland.

↓↓↓

Amsterdam Borneo Eiland

 

→ Proste historie


To co kocham w podróżowaniu najmocniej to historie. Na szlaku spotykam ludzi, rozdaję uśmiechy i słowa. Cieszy mnie każda sekunda życia, a szczególnie ta którą dzielę z osobami poznanymi na szlaku. Na Borneo powiodła mnie chęć zobaczenia na własne oczy ludzi skaczących z cudacznego mostu wprost do wody. Bałam się, że rozchwiana aura odbierze mi szansę. Uczciwie przyznam, że nie spodziewałam się, że Borneo obdaruje mnie taką mocą prostych historii.

To tu poznałam grupę włoskich turystów, z którymi miałam okazję zachwycać się sekcją “200 szczęśliwców”. To również tu rozczulił mnie widok malców płynących mini łodzią ciągnąc za sobą kompana w żółtym kole ratunkowym. Także na Borneo spotkałam małego fana Ajaxu zdążającego z przyjacielem na połów z puszką pełną robaków. A skoki? Udały się! A młodzi bohaterowie kontrolowali poprawność nagrania 🙂

Amsterdam, Borneo Eiland

Amsterdam, Borneo Eiland

→ Borneo na mapie


→ Borneo na zdjęciach


 

Amsterdam Borneo Eiland

 

Amsterdam, Borneo Eiland

Amsterdam, Borneo Eiland

Amsterdam Borneo Eiland

Amsterdam Borneo Eiland

Amsterdam, Borneo Eiland

O autorce
Fru
Wszystko co się dzieje w moim świecie dzieje się zazwyczaj w moim własnym środku. Tam przeżywam zachwyt, radość i smutek. Od dziecka zwijam wszystkie myśli i słowa w kulki, a potem upycham wewnątrz. To daleko posunięty introwertyzm wg fachowców od ludzkiej duszy. Ja zazwyczaj mówię krótko, że jestem popie… tzn. chciałam rzec, iż stworzyciel spaprał lekko robotę tworząc Magdalenę. Z tego spaprania wziął się pomysł na blog podróżniczy. Wszak po cóż kisić w sobie te wszystkie słowa jeśli można podzielić się wewnętrznym słowotokiem z bezpiecznych, domowych pieleszy?
Join to Instagram